listopada 02, 2018

Jesienne nowości nie tylko kosmetyczne | Pielęgnacja i masażer do twarzy za 1,99zł !

Jesienne nowości nie tylko kosmetyczne | Pielęgnacja i masażer do twarzy za 1,99zł !


Ostatnio pokazałam Wam moje zdobycze makijażowe, które kupiłam na promocji w Rossmannie. Pozostając w temacie nowości postanowiłam stworzyć również wpis o kosmetykach pielęgnacyjnych. W ciągu ostatnich 2 miesięcy pojawiło się u mnie kilka ciekawych produktów jak i jedno niepozorne urządzenie za niemożliwie niską cenę. Zresztą zobaczcie sami, co nowego znalazło się w mojej pielęgnacji.


Bielenda, Nawilżająca mgiełka kokos i aloes

Zakupu tej mgiełki nie planowałam, ale jeszcze w sierpniu będąc na krótkim wyjeździe zapomniałam toniku. Jedyną drogerią na dworcu była Natura, gdzie asortyment był bardzo ubogi. Kojarzyłam kokosową serie z blogów różnych dziewczyn i bez większego namysłu sięgnęłam po tą mgiełkę. Po ponad dwóch miesiącach stosowania stwierdzam, że nie należy do moich ulubionych kosmetyków. Mam wrażenie, że oblepia mi skórę i zatyka pory. Stosuję ją sporadycznie, bardziej wtedy, gdy moja skóra jest podrażniona, sucha i wymaga nawilżenia. Być może w okresie zimowych sprawdzi się lepiej niż w ciepłe dni.


NaturalME, Hydrolat Aloes

Kosmetyki NaturalMe miałam ochotę wypróbować już dawno temu. Ku mojemu zaskoczeniu produkty tej marki można znaleźć w Superpharm i to jeszcze często na promocji. Hydrolat Aloesowy wybrłam z myślą o pielęgnacji jesiennej, ukojeniu, nawilżeniu skóry twarzy, ciała i włosów po letnim słońcu. Bardzo łagodny dla skóry i przyjemny hydrolat, na pewno wypróbuję inne kosmetyki NaturalME.



MIYA, Krem I Love Me

Odżywczy krem z moim ulubionym olejkiem różanym. Ma gęstą i treściwą konsystencję, za którą moja skóra nie przepada. Trochę trudno mi go rozprowadzadzić, spodziewałam się po nim większego nawilżenia, ale w gruncie rzeczy lubię go stosować.

Yonelle, Infusion Serum przeciwzmarszczkowe

Kolejny produkt kupiony z myślą o regeneracji skóry po lecie. Bardzo lubię kosmetyki Yonelle i zabiegi kosmetyczne na produktach marki. Jako jedne z niewielu kosmetyków dają naprawdę widoczne rezultaty w niedługim czasie. Serum stosuję co drugi wieczór pod krem, ale dedykowane jest także do zabiegu mezoterapii mikroigłowej. Na pewno wypróbuję go w połączeniu z rollerem, aby dać kopa mojej skórze ;)



Inveo, Naturalne serum odbudowujące

Jedyną odżywką, którą zawsze stosowałam było serum Long 4 Lashes. Dawało naprawdę fajne rezultaty, ale chciałam dać odpocząć moim oczom oraz rzęsom. Co prawda serum mam już trochę dłużej niż pozostałe produkty, ale jest to produkt nowy dla mnie i dlatego się tutaj znalazł. Serum Inveo podtrzymało efekty poprzedniej odżywki, ale obecnie da się zauważyć, że rzęsy nie są już tak długie jak po Long 4 Lashes.

D'Alchemy, Koncentrat pod oczy

Szukałam kremu pod oczy na codzień o bogatym składzie i nawilżającym działaniu. Bałam się bardzo, gdy zobaczyłam jego zbitą, bardzo gęstą konsystencje. Obawiałam się, że nie będzie się wchłaniał, że pozostawi tłustą warstwę. Wbrew pozorom nic takiego się nie dzieje, a wręcz przeciwnie. Krem nadaje się pod makijaż, świetnie nawilża i nie obciąża skóry. Ma też piękny, trochę jakby ziołowy zapach :)


Masażer do twarzy

Sama do dzisiaj nie mogę uwierzyć, że kupiłam go w Rossmannie w „cenie na do widzenia” za jedyne 1,99zł :) Ma funkcje ciepła, zimna i wibracji sonicznych, które wzmacniają efekty masażu. Ciepły masaż zwiększa krążenie, przygotowuje skórę przed nałożeniem maseczek, kremów, aby składniki aktywne lepiej się wchłoneły. Zimny masaż przede wszystkim zamyka pory, napina skórę, ma ponoć wygładzać i wypychać płytkie zmarszczki. Zdecydowanie udany zakup, tym bardziej, że masażer sprawuje się świetnie (zauważyłam mniejszą ilość rozszerzonych porów).



The Ordinary

Fragment tekstu o The Ordinary dodaję chwilę przed publikacją posta, bowiem dzisiaj odebrałam paczkę z kosmetykami. Jestem bardzo ciekawa czy rzeczywiście są tak świetne, jak wszyscy mówią :) Wybrałam dla siebie peeling kwasowy AHA 30% + BHA 2%, serum nawilżające z kwasem hialuronowym oraz serum pod oczy z kofeiną i zieloną herbatą.



Wprowadziłyście ostatnio coś nowego do swojej pielęgnacji?

października 29, 2018

Najlepszy lakier hybrydowy dla wygodnych i początkujących czyli Semilac Extend 5w1

Najlepszy lakier hybrydowy dla wygodnych i początkujących czyli Semilac Extend 5w1

Semilac to jeden niekwestionowanych liderów na polskim rynku jeśli chodzi o manicure hybrydowy. Zaletą marki jest dostępność, bogaty wybór kolorów i akcesoriów do paznokci oraz przystępne ceny idące w parze wysoką jakością. Swoją przygodę z hybrydami zaczynałam właśnie z bazą i topem Semilac, których używam do dzisiaj i zawsze polecam je osobom początkującym. W ostatnim czasie marka mocno się rozwija i zaskoczyła Nas nowościami makijażowymi. Mimo to w kategorii paznokciowej firma nie zamierza zostać w tyle i stworzyła innowacyjny lakier Extend 5w1.





Semilac Extend 5w1

Co takiego wyjątkowego ma w sobie ten lakier? Czy naprawdę wyróżnia się wśród innych? Otóż tak, bowiem lakier Semilac Extend łączy w sobie 5 cech:
1. Baza - jako standardowa baza pod kolorowe lakiery hybrydowe.
2. Przedłużenie – za pomocą tej hybrydy przedłużymy paznokcie o kilka mm.
3. Kolor – występuje w 2 nudziakowych kolorach, które same w sobie prezentują się doskonale i tworzą już pełny manicure.
4. Top – zachowuje cechy topu - po przemyciu cleanerem lakier pięknie błyszczy i przedłuża trwałość stylizacji.
5. Nadbudowa – w szybki sposób nadaje paznokciom idealny kształt tzw. krzywa C oraz wypełnia ubytki na nierównej płytce.




Lakier od razu polubiłam, ale zaznaczę, że miałam już wcześniej do czynienia z tzw. bazą budują firmy Provocater. Takie produkty są z reguły dużo bardziej gęste niż zwykłe bazy czy kolorowe hybrydy, a do ich konsystencji trzeba się po prostu przyzwyczaić. Jeśli chodzi o nadbudowę, to nie jestem w tej kwestii ekspertem i cały czas się uczę. Muszę jednak zaznaczyć, że jak na kogoś kto sam w domowych warunkach uczy się jak nadać ładny kształt paznokciom, to idzie mi to całkiem sprawnie z tą bazą. Byłam zdziwiona, że tak łatwo da się zrobić „górkę” na moich płaskich paznokciach ;)
Trwałość tego lakieru nie odbiega od innych produktów Semilaca, a jest nawet lepsza. U mnie jako baza trzyma się bez problemu nawet 3 tyg., nie odpryskuje i nie odchodzi płatami. Dodatkowo dobrze wspiera naturalne paznokcie i niejednokrotnie ratował przed ich złamaniem. Jako przedłużenie stosowałam go tylko raz, gdy głęboko złamał mi się paznokieć. Ok. 4 mm przedłużenie trzymało się świetnie, aż do odrośnięcia mojego naturalnego wolnego brzegu.



Kolejną zaletą lakieru jest jego kolor. Moje naturalne paznokcie wyglądają jak typowy french – płytka jest różowa, natomiast wolny brzeg biały. Takie paznokcie mają swoje plusy, ale i minusy, bowiem nie każdy lakier potrafi pokryć równomiernie kolorem całą płytkę w 2 warstwach. Często musiałam dokładać kolor nawet 4 razy! Lakier Extend wyrównuje różnicę w kolorze płytki, dzięki temu mogę pokryć paznokcie mniejszą ilością koloru, a to z kolei pomaga mi zaoszczędzić czas. Poza tym, baza pozwala na wykonanie już pełnego manicure w szybkim czasie (pod warunkiem, że lubicie kolory nude). Semilac jak na razie wypuścił 2 wersje kolorystyczne: 801 – ciepły, beżowy nude oraz 802 – mleczny, przybrudzony róż i  właśnie to ten drugi kolor wybrałam dla siebie <3




Jeśli zaczynacie przygodę z przedłużaniem paznokci, chcecie się nauczyć jak nadać płytce ładny kształt to jestem pewna, że polubicie ten produkt. Jego przewagą nad innymi "Hard Base" jest niewątpliwie kolor oraz łatwa aplikacja nawet dla osób początkujących.

Co myślicie o takich nowościach? Ja jestem zachwycona i mam nadzieję, że marka wypuści w niedalekim czasie takie lakiery w innych odcieniach.

października 22, 2018

Haul kosmetyczny | Co kupiłam na promocji -55% w Rossmannie?

Haul kosmetyczny | Co kupiłam na promocji -55% w Rossmannie?

Promocja -55% w Rossmannie już za Nami. Wiem, że za każdym razem trwania promocji w sklepie panuje szał w strefie makijażu, ale ja podchodzę do całej akcji z dystansem i kupuję tylko rzeczy, których mi aktualnie brakuje lub kosmetyki, których jestem bardzo ciekawa ;) W dzisiajszym poście pokażę Wam moje małe zakupy i opowiem o pierwszych wrażeniach, jakie wywarły na mnie kosmetyki. Tym razem wszystkie produkty są dla mnie nowe i byłam ich bardzo ciekawa.

Co kupiłam na promocji -55% w Rossmannie?




Twarz

Kosmetyki do makijażu twarzy to kategoria, w której kupiłam zdecydowanie najwięcej. Baza Wibo Unicorn Tears to już chyba makijażowy hit i MUSIAŁAM go w końcu dorwać. Jako serum nie widzę na razie żadnego działanie, ale jako baza spisuje się super.

Niedawno skończył mi się ulubiony podkład Healthy Mix i zastanawiałam się nad kolejną buteleczką, jednak z racji tego, że jesienią i zimą sięgam po bardziej kryjące, długotrwałe podkłady polowałam na fluid Eveline (ten z pipetką). Niestety wszystkie jasne odcienie zostały wyprzedane, a mój wybór padł na Kryjący Fluid Fleksyjny marki Janda. Kto ogląda maxineczkę pewnie się domyśla dlaczego akurat ten podkład wybrałam ;) Nie chcę o nim za dużo pisać, bo myślę o osobnej recenzji na jego temat. Powiem tylko, że dla mnie to nie jest podkład kryjący, ponadto ma nawet mniejsze krycie niż Healthy Mix. Poza tym wybór odcieni jest bardzo ubogi szczególnie dla osób o jasnej cerze.



Mój osobisty bohater czyli Lovely Liquid Camouflage w odcieniu 4 Vanilla. Nie dziwią mnie już te wszystkie zachwyty, bo korektor jest idealny. Jest trwały, kryjący, nie wysusza skóry i sprawdza się jako baza pod cienie. Po naprawdę długich godzinach lekko wchodzi w zmarszczki, ale jestem mu to w stanie wybaczyć ;)



Kolejna rzecz to płynny rozświetlacz AA Wings of color nr 03 Pearly Nude. Daje piękny efekt tafli, nakładam go na szczyty kości jażmowych pod podkład, na podkład, czasami nawet na przypudrowaną twarz i zawsze wygląda zachwycająco.

Na ostatniej promocji kupiłam 3 wkłady Wibo z kolekcji I Choose What I Want i byłam przekonana, że wkłady posiadają magnes i włożę je do paletki magnetycznej. Niestety okazało się, że paletka z tej serii jest niezbędna, więc kupiłam najmniejszą plastikową kasetkę z miejscem na 4 wkłady.


Oczy

Tusze Eveline uwielbiam, ale do końca jeszcze nie wiedziałam, na który się zdecydować. Po obejrzeniu kilku filmików na temat ”Co kupić na promocji -55%...” zdecydowałam się na nowość marki czyli Tusz Volume Temptation. Tusz posiada szczoteczkę z syntetycznym włosiem, jest lekko wyprofilowana na kształt klepsydry. Nie lubię tych „zwykłych” szczoteczek i nie wiem co sobie myślałam sięgając po ten tusz. Szczoteczka zupełnie nie pokrywa rzęs tuszem, muszę namachać się kilka razy, aby było widać jakikolwiek efekt.

Eveline Precise Brush Liner to kolejny produkt, z którego jestem bardzo zadowolona. Jest to tani zamiennik eyelinera Kat Von D oraz Clinique o pędzelkowej końcówce. Bardzo precyzyjny, bardzo napigmentowany i niezwykle trwały.


Usta

Moja kolekcja pomadek jest bardzo duża, także zdecydowałam się tylko na jedną matową płynną pomadkę. Jest to znowu marka Eveline, Magic Matt Lip Cream. Odcień to 01 Nude Rose jest bardzo dziennym, ciemniejszym i ciepłym różem. Idealnie nosi się na co dzień, nie wysusza ust i długo się trzyma.




Wzieliście udział w promocji – 55%? Jeśli tak, to napiszcie co kupiliście lub czy znacie któryś z moich kosmetyków.

września 24, 2018

Anwen | Maska Winogrona i Keratyna do włosów średnioporowatych

Anwen | Maska Winogrona i Keratyna do włosów średnioporowatych

Czytelnicy bloga Anwen z pewnością ucieszyła wiadomość o kosmetykach, które stworzyła autorka bloga. Sama byłam zachwycona, bo od kilku lat czytam i ufam Anwen w kwestii pielęgnacji włosów. Za jej radami wypróbowałam wiele kosmetyków i sposobów pielęgnacji, więc z ciekawością kupiłam jeden z jej autorskich produktów do włosów. W tym poście opowiem o moich odczuciach i doświadczeniach z maską do włosów średnioporowatych.



Produkty do włosów Anwen charakteryzują się wiedzą opartą o porowatość włosów. W sklepie anwen mamy do wyboru jeden szampon, różne rodzaje odżywek, oleje i maski do włosów. Zacznijmy jednak od początku czyli od tego jaki kosmetyk powinnyśmy dla siebie wybrać. Na stronie sklepu znajduje się poradnik odnośnie porowatości włosów. Jeśli jednak nic Nam to nie powie i czujemy się zagubieni w klasyfikacji naszych włosów z pomocą przychodzi test na porowatość. Wiedziałam, że moje włosy należą do średnioporowatych, ale żeby się upewnić zrobiłam test, a mój wybór padł na maskę winogrona i keratyna.



Anwen Maska Winogrona i Keratyna do włosów średnioporowatych


Maska znajduje się w bardzo ładnym słoiczku. Szata graficzna jest pastelowa, delikatna i cieszy oko. Słoiczek jest porządnie wykonany i wygodnie się go odkręca. Ucieszyłam się, że maska jest dodatkowo zamknięta w środku folią, która zabezpiecza maskę np. przed dostaniem się na zakrętkę wewnątrz opakowania, czego bardzo nie lubię ;)
Pierwsze wrażenie nie było zbyt pozytywne, bowiem zapach maski jest jak dla mnie trochę sztuczny i od razu skojarzył mi się z niektórymi perfumowanymi maskami kalosa. Kosmetyk nie zawiera silikonów, co dla mnie jest ogromnym plusem. W składzie znajdziemy nawilżający aloes, odżywczy olej winogronowy, keratynę oraz jedwab. Wszystkie te składniki mają zdyscyplinować, odżywić włosy i nadać im blask. W rzeczywistości jednak sprawa wygląda zupełnie inaczej, bowiem po zużyciu już prawie całego opakowania, takich efektów nie zauważyłam. Mam bardzo mieszane uczucia, bowiem z jednej strony maska wygładza włosy, pozostawia je miękkie i nie obciąża ich, ale to nie jest efekt jakiego się spodziewałam. Używałam jej na różne sposoby – pod czepek, 30 minut, 5 minut, mieszałam z olejami i mam wrażenie, że pomimo świetnego składu maska słabo pielęgnuje włosy, ponadto nie ułatwia rozczesywania, czego ja zawsze oczekuję po kosmetykach do pielęgnacji włosów. Niestety efekt jej działania mogłabym śmiało porównać do już wspomnianych Kallosów, które są znacznie bardziej przyjazne dla naszego portfela.



Kupując maskę za tą cenę i od autorki najpopularniejszego włosowego bloga czuję się nieco rozczarowana. Gdybym nie wiedziała jakiej marki maski używam, powiedziałabym, że to drogeryjna półka. Brakuje mi w jej działaniu tego efektu "wow", który widnieje w opisie maski na stronie sklepu. Co prawda brak spektakularnych efektów można usprawiedliwić złym wyborem maski, jednak teoretycznie jest to nie możliwe, bo moje włosy nie kwalifikują się do innych typów porowatości ;)





Używałyście kosmetyków ANWEN? Dajcie znać czy u Was się sprawdziły :)

sierpnia 24, 2018

Glinka czerwona | Zalety, zabiegi na ciało, włosy i do pielęgnacji jakiej cery sprawdzi się najbardziej?

Glinka czerwona | Zalety, zabiegi na ciało, włosy i do pielęgnacji jakiej cery sprawdzi się najbardziej?

Mój zachwyt nad glinkami trwa już od paru lat i jak na razie nie zapowiada się na to, żeby choć trochę zmalał. Choć stosuję wiele gotowych masek w saszetkach i w płachcie, to gdy mam więcej czasu zawsze sięgam po glinki. Uwielbiam je przede wszystkim za wszechstronność, efektywne działanie widoczne praktycznie gołym okiem i czysty, naturalny skład. Kiedyś pisałam już o bałkańskiej glince błękitnej, a dzisiaj opowiem trochę o glince czerwonej. Wśród wielu glinek, które stosowałam to właśnie tą (na równo z glinką białą) nazywam moją ulubioną. Koniecznie przeczytajcie dlaczego.




Glinka Czerwona - Dla kogo?



Glinka czerwona jest odpowiednia dla wszystkich, wliczając w to cerę trądzikową, wrażliwą i naczyniową. Nadaje się także do pielęgnacji skóry ciała oraz wszędzie tam, gdzie potrzebujecie ujednolicenia koloru skóry, a tym samym poprawy w jej wyglądzie.

Każda glinka jest bogaty w minerały, jednak jeśli chodzi o tlenek żelaza, to właśnie rodzaj czerwony króluje wśród pozostałych glinek. Świetnie wyrównuje i ujednolica koloryt oraz delikatnie rozjaśnia skórę już po pierwszym użyciu. Przy cerze płytko unaczynionej widocznie redukuje zaczerwienienia i pomaga uszczelnić naczynka.
Glinka czerwona ma właściwości detoksykujące i oczyszczające, ale nie robi tego agresywnie, dlatego sprawdzi się u osób z cerą wrażliwą z trądzikiem. Dodatkowo reguluje produkcję sebum i zmniejsza widoczność niespodzianek ;)
Glinka czerwona jest bardzo łagodna i nie powinna wywoływać podrażnień skóry. Tuż obok glinki białej stanowi świetną pielęgnację dla skóry wrażliwej i skłonnej do alergii.




Pielęgnacja ciała

Glinkę można stosować podobnie jak na twarz - jako maskę/okład lub dodawać do kąpieli. Jeśli chodzi o pielęgnację ciała oprócz odżywienia skóry można zauważyć, że glinka nadaje subtelny, ładny odcień skórze. Na wielu blogach i artykułach można wyczytać, że glinka nadaje odcień opalenizny jednak moim zdaniem to zbyt dużo powiedziane ;) Natomiast zauważalne jest wygładzenie skóry i ogólna poprawa jej kondycji. Kąpiele z glinką czerwoną wspaniale leczą skórę dotkniętą trądzikiem i niedoskonałościami występującymi na ciele. Gdy glinkę chcemy użyć jako maskę przydatna okazać się może folia spożywcza – glinka nie wyschnie, a jej dobroczynne składniki łatwiej się wchłoną w skórę.

Włosy

Wśród włosomaniaczek znane są także maski glinkowe, które oczyszczają i jednocześnie odświeżają włosy oraz skórę głowy. Przyznam, że takich masek jeszcze nie stosowałam, natomiast od czasu do czasu używam jej do oczyszczania skóry głowy dodając do łagodnego szamponu. Taka mieszanka nie podrażnia skalpu i lekko odbija od nasady moje cienkie włosy.



Podsumowując glinka czerwona sprawdza się u mnie bardzo dobrze. Wygładza, odświeża i przynosi ukojenie szczególnie latem, gdy cera jest zmęczona słońcem. Wspaniale wyrównuje kolor i widocznie poprawia jej odcień. Nawet, gdy skóra jest przesuszona, a miejscami zaczerwieniona to wiem, że glinka nie spowoduje podrażnień jak ma to czasami miejsce w przypadku gotowych maseczek.


Miałyście już okazję stosować czerwoną glinkę? Koniecznie napiszcie w komentarzu o swoich ulubionych maseczkach :)

sierpnia 07, 2018

AA Color Detox | Oczyszczające maski do twarzy: Sebum Control i Detox

AA Color Detox | Oczyszczające maski do twarzy: Sebum Control i Detox

Moja mieszana cera uwielbia nawilżenie, dlatego maseczki oczyszczające zawsze omijam szerokim łukiem. Ciężko jest trafić na kosmetyk oczyszczający, ale jednocześnie nie wysuszający skóry. Już jakiś czas temu miałam okazję przetestować parę kosmetyków marki AA (pokazywałam je tutaj). Wśród nich znalazły się dwie ciekawe maseczki oczyszczające, o których dzisiaj trochę opowiem.





AA maski Color Detox


Linia masek Color Detox obejmuje 4 produkty. Każda z nich wyróżnia się unikalnym składem dobrany do różnych potrzeb skóry twarzy. Maseczki nie zawierają parabenów i barwników oraz posiadają neutralne dla skóry pH, a kupimy je w niestandardowym jak na tą kategorię pielęgnacyjną opakowaniu jakim jest tubka. Bardzo żałuję, że mamy tak mały wybór maseczek w tej formie, bo jest to bardzo wygodne i higieniczne rozwiązanie. Pojemność masek to 30 ml, a sam producent informuje, że ta ilość wystarczy na ok. 5-6 aplikacji. Cena jednej maski to 14,99 zł.




AA Color Detox, Maska Sebum Control Soda Oczyszczona

Maseczka zwężająca pory, w której skład wchodzi kompleks Soda Pure czyli soda oczyszczona połączona z papainą. Oprócz właściwość silnie oczyszczających ma złuszczać naskórek oraz wygładzić i wyrównać skórę. Dodatkowo w składzie znajduje się złuszczający kwas migdałowy, który odblokowuje pory i zmniejsza ich widoczność.
Tej maski bałam się najbardziej, bo typowo matujące i oczyszczające za bardzo wysuszają mi skórę. Dlatego stosuję ją tylko na nosie, czole i policzkach (tuż przy skrzydełkach nosa) – w miejscach, gdzie jest najwięcej otwartych porów oraz skóra wydziela najwięcej sebum. Skóra po użyciu maski jest bardzo gładka i miękka i wbrew moim obawom nie wysusza skóry. Co do głębokiego oczyszczania porów, to nie ma się co oszukiwać – żadna drogeryjna maska nie sprawi, że pory się oczyszczą i znikną ;) Jednak przy regularnym stosowaniu zauważyłam, że rozszerzone pory stają się mniej widoczne i to było miłą niespodzianką. Biorąc pod uwagę, że maseczkę stosuję tylko na wybrane partie twarzy, to opakowanie wystarczy na bardzo długo.


AA Color Detox, Maska Detox Islandzki Pył Wulkaniczny

Przeznaczona jest do każdego typu cery, zawiera kompleks Volcanic Detox, który łączy islandzki pył wulkaniczny z białą glinką (oba te składniki są bogate w składniki mineralne). W skład maski wchodzą również japoński węgiel aktywny, który pochłania nadmiar sebum i zanieczyszczenia oraz delikatnie złuszczający i zapobiegający powstawaniu zaskórników kwas azelainowy.
Tą maseczkę stosuję na twarz lub dodatkowo na szyję i dekolt. Lubię ją za efekt jaki pozostawia - odświeżonej i czystej skóry. Cera staje się miło wygładzona, promienna i jakby rzeczywiście po detoksie ;) Pomimo zawartości substancji typowo oczyszczających nie daje, aż tak oczyszczającego efektu jak wersja z sodą, powiedziałabym, że ta po prostu bardziej odświeża skórę i ją odżywia.
Ta wersja maseczki również mnie nie podrażniła, nie wysuszyła i co najważniejsze nie zapchała. Jeśli chodzi o wydajność, to przy aplikacji na twarz, szyję i dekolt maska wystarczy na 5 aplikacji (przy stosowaniu na samą twarz spokojnie starczy na więcej).




Jestem ciekawa czy lubicie maseczki w większych opakowaniach czy wolicie te jednorazowe?