stycznia 18, 2019

Ulubieńcy kosmetyczni 2018 | Makijaż + pielęgnacja

Ulubieńcy kosmetyczni 2018 | Makijaż + pielęgnacja


Rok 2018 dobiegł końca, czas więc na ulubieńców minionego roku. Większość z nich to kosmetyki do makijażu, jeśli natomiast chodzi o pielęgnację to niestety, nie był to zbyt udany rok i nie wiele kosmetyków naprawdę mnie zachwyciło... Sami jednak zobaczcie co znalazło się na mojej liście najlepszych kosmetyków 2018 roku.




Bourjois, Podkład Healthy Mix

Podkład znam tylko w nowej wersji, a ta całkowicie mi się sprawdza. Jest lekki i jak na swoją formułę całkiem ładnie kryje. Nie jest to jakieś super krycie, ale na co dzień całkowicie mi wystarcza. Polubiłam go za naturalne i rozświetlające wykończenie oraz za to, że nadaje się zarówno do suchych partii twarzy (nie podkreśla suchych skórek), jak i mieszanej. Posiadam odcień 51, który wpada w żółte tony – brak tu różowych, pomarańczowych czy szarych pigmentów.

Laura Mercier, Translucent Powder

Ze względu na wysoką cenę bardzo długo zastanawiałam się nad jego kupnem. W końcu udało mi się go kupić w Douglasie w promocyjnej cenie. Nie dziwią mnie zachwyty nad tym pudrem, bo jest naprawdę godny uwagi. Nie podkreśla zmarszczek i pięknie wygładza nierówności cery. Nie wysusza skóry oraz dobrze utrwala makijaż.

Lovely, Kryjący korektor w płynie 04 Vanilla

Nareszcie pojawił się korektor, który naprawdę jest kryjący! Nie obciąża skóry pod oczami, nie wysusza jej, a jego mała ilość wystarczy, aby zakryć zasienienia. Fajnie sprawdza się także na twarzy – do przykrycia niedoskonałości lub rozjaśnienia wybranych partii. Do tego jest bardzo wydajny. Kupiłam go z ciekawości na promocji 2+2 w Rossmannie jesienią. Używając go codziennie dopiero teraz zauważam, że powoli się kończy.



Colourpop, cienie pojedyncze i paleta You Had Me At Halo

Chociaż na początku nie byłam przekonana do jakości palety Colourpop, to przyznaję, że właśnie po nią sięgałam w tamtym roku najczęściej. Przekonała mnie neutralna kolorystyka i łatwość, z jaką wykonuję się nią dzienny, „szybki” makijaż. Poza tym uwielbiam ich pojedyncze cienie, nie są aż tak „suche” i dłużej trzymają się na powiece.

My Secret, Matt eyeshadow 505 oraz Kobo, Mono Eyeshadow 128

Oprócz brązów, neutralnych fioletów i złotych kolorów muszę mieć w swojej kolekcji czarny i beżowy, matowy cień. Wstyd się przyznać, ale ten z Kobo mam już chyba ze 2 lat... i nadal jest świetny! Bardzo czarny, matowy i trwały. Kiedy nie używam eyelinera sięgam po ten cień, aby zaznaczyć linię rzęs. Pojedyncze cienie My Secret znam od dawna i bardzo je lubię, a odcień 505 jest ze mną najdłużej. Przede wszystkim ma bardzo dobre krycie, dzięki czemu tworzy świetną bazę pod inne cienie.



Eveline, Tusze do rzęs

Po kilkuletniej przerwie na nowo odkryłam tusze do rzęs marki Eveline. Przez większość roku po każdej skończonej buteleczce kupowałam inny rodzaj maskary tej marki i tylko raz się zawiodłam. O dziwo tusze szybko nie wysychają czego się obawiałam. Tusze są tanie, ale ich jakość przewyższa nawet o wiele droższe tusze np. Sin Skin czy Loreal.


Maybelline, Color Sensational 250

Nigdy nie spodziewałam się, że wrócę do „zwykłych” pomadek. Jednak pod wpływem impulsu sięgnęłam po pomadkę Maybelline (Tak! znów na promocji 2+2) i zakochałam się. Kolor 250 jest idealnym nudziakowym, ciemnym różem. Trochę przybrudzony, trochę wpadający w ciepłe tony. Ciężko jest opisać jej kolor, bo na każdym wygląda inaczej. Pięknie pachnie i nie jest zbytnio trwała, jednak jeśli szukacie czegoś na co dzień nie koniecznie w macie, to polecam odcień Mystic Mauve .

Eveline, Matt Magic Lip Cream 01

Do tej pory królowały u mnie pomadki Golden Rose. Co mnie przekonało do pomadek Eveline? Ich kremowa, lekka konsystencja, a przy tym idealne krycie. Płynne pomadki Eveline mają bardzo precyzyjny aplikator, którym dużo łatwiej wyrysować usta, poza tym gama kolorystyczna bardzo trafia w mój gust.

Golden Rose, Soft & Matte Creamy Lip Color 101

Znowu mamy tu matową pomadkę o konsystencji musu. Pomimo że kolor jest chłodny, to twarz nie wygląda trupio i blado. Trwałość gorsza od standardowych płynnych pomadek Long Stay, aczkolwiek noszą się lżej i przyjemniej na ustach,


Pędzle Jessup i Zoeva

Żałuję, że pędzle Jessup nie pojawiły się kilka lat temu (a przynajmniej Ja o nich nie wiedziałam). Są świetną alternatywą dla droższych pędzli i jeśli jeszcze się wahacie, to polecam osobny wpis, gdzie porównałam je do pędzli Zoeva. Wracając do ulubieńców, pośród wielu modeli pędzli wśród najlepszych z najlepszych znalazły się 2 modele : 221 i 231. Gdy bardzo się spieszyłam byłam w stanie wykonać kompletny makijaż oka tylko tymi dwoma pędzlami: jednym koncentrując cień w danym miejscu, drugim rozetrzeć jego granicę.

GlamShop, sztuczne rzęsy

W tamtym roku stałam się posiadaczką przepięknych rzęs Glamlash. Modele, które posiadam to „Naturalne” i „Kocie”. Ładnie i naturalnie wyglądają na oku w makijażu dziennym i wieczorowym.



Garnier, Odświeżający tonik z winogronem

Tonik dedykowany jest cerze normalnej i mieszanej, ale nawet wtedy, gdy moja skóra była podrażniona i sucha dawał potrzebne ukojenie. Bardzo przyjemnie odświeża i oczyszcza skórę, a do tego pięknie pachnie.

Synchroline, Hydratime Plus

Nigdy żaden krem tak dobrze nie nawodnił i nie nawilżył mojej skóry. Urzekł mnie dodatkowo bardzo lekką formułą, która nie zapchała mojej skóry. Poprzedniej zimy borykałam się z lekkim podrażnieniem, prawdopodobnie spowodowanym wysuszeniem cery, a ten krem w szybkim czasie przywrócił mojej skórze równowagę.

The Ordinary, Peeling kwasowy AHA 30% i BHA 2%

Skuteczny peeling, którego działanie zauważyć można już po pierwszym zabiegu. Rozjaśnia cerę, poprawia jej koloryt, odblokowuje i zmniejsza widoczność porów (a na tym zależało mi najbardziej w momencie kupowania peelingu). Miłym zaskoczeniem było rozjaśnienie mniejszego przebarwienia na czole, które towarzyszy mi od kilku lat. Poza tym peeling jest wydajny i w przystępnej cenie, na pewno kupię go ponownie, gdy skończę pierwszą buteleczkę.



Organic Shop, Peeling do ciała

Najlepszy drogeryjny peeling jakiego do tej pory używałam. Pisałam już o nim na blogu, dlatego nie będę się rozpisywać i odsyłam Was tutaj :)



Milk Shake, Incredible milk kuracja regenerująca bez spłukiwania

Jako osoba z cienkimi włosami w kosmetykach szukam pielęgnacji bez obciążenia. To właśnie otrzymałam stosując odżywkę bez spłukiwania marki Milk Shake. Oczywiście nie jest to odżywienie na poziomie maski, ale to jedyna odżywka bez spłukiwania, która sprawia, że włosy są miękkie, łatwiej się rozczesują i nie powoduje szybkiego przetłuszczania. Nie mogłabym też nie wspomnieć o zapachu odżywki. Jeśli jesteście fankami słodkich, karmelowych cukierków, to odżywka Was zachwyci :)

Bioelixire, Jedwab z witaminą B5

Serum używam od prawie roku do zabezpieczania dolnych partii włosów i na początku nie byłam do niego przekonana. Nie widziałam znaczących efektów na włosach poza ich nabłyszczeniem. Jednak miesiąc temu zdałam sobie sprawę, że ostatnio odwiedziłam fryzjera prawie rok temu i od tamtej pory nie mam ani jednej rozdwojonej końcówki. Używam go zamiennie z odżywką Milk Shake i jestem pewna, że to ten duet tak pozytywnie wpłynął na stan włosów przez ostatni rok.


Znacie któregoś z moich ulubieńców? Piszcie, co Was najbardziej zachwyciło w minionym roku.

grudnia 12, 2018

Pędzle Jessup czy Zoeva? | Tani zestaw pędzli z alliexpress vs profesjonalne, drogie pędzle.

Pędzle Jessup czy Zoeva? | Tani zestaw pędzli z alliexpress vs profesjonalne, drogie pędzle.

Od kilku miesięcy do mojej kolekcji pędzli dołączyły (zapewne większości Wam już znane) pędzle Jessup. Recenzje pędzli tej marki znajdziemy na nie jednym kanale urodowym na youtubie czy też blogach. Zrobiło się o nich dosyć głośno i stały się na popularne do tego stopnia, że możemy je już kupić w polskich drogeriach internetowych. Kiedy otrzymałam swój zestaw pędzli z Alliexpress, od razu rzuciło mi się podobieństwo do pędzli Zoeva i wpadałam na pomysł porównania kilku ulubionych i najczęściej używanych modeli.





Jessup vs Zoeva – różnice i podobieństwa

Mój zestaw kupiłam na aliexpress, zanim jeszcze pojawił się na stronach polskich drogerii (obecnie pędzle są dostępne na mintishop, cocolita i ekobieca). Zdecydowałam się na zakup z oficjalnego sklepu marki, aby mieć pewność, że otrzymam dokładnie pędzle producenta. Zestaw składa się z 15 pędzli do makijażu oczu i kosztował wtedy ok. 53zł. (14,67$). Dodam jeszcze, że przesyłka była darmowa i przyszła po 11 dniach od zamówienia, co rzadko się zdarza przy zamawianiu z alliexpress ;)
Zestaw pędzli Zoeva zamówiłam na mintishop. Tam ze zniżką -10% zapłaciłam za zestaw dużo więcej, bo wybrałam komplet ze skórzaną torbą. Biorąc jednak pod uwagę tylko zestawy pędzli do makijażu oczu i tak zapłacimy o wiele, wiele więcej niż za chińskie pędzle.
Na pierwszy rzut oka widać, że Jessup bardzo mocno „inspirował się” znaną marką. Pędzle wyglądają niemal identycznie, na skuwkach widnieją nawet te same nazwy i numery, o czym możecie się przekonać poniżej. Po mimo wizualnych podobieństw, pędzle posiadają także znaczące różnice, o których przeczytacie dalej.




Pędzel Luxe Soft nr 221

Zoeva: mix włosie naturalne i syntetyczne
Jessup: mix włosie naturalne i syntetyczne
Przy pierwszym wrażeniu bardzo podobne do siebie pędzle. Różnica polega na tym, że Jessup jest mniej „napuszony”, a włosie bardziej do siebie przylega. Po kilku myciach włoski jednak nabrały puszystości i teraz pędzel jest tak samo puchaty jak Zoeva. Różnica w użytkowaniu? Żadna. Oba pędzle są miękkie, świetnie nabierają i przenoszą cienie na skórę oraz dobrze się nimi blenduje. Używam ich głównie w załamaniu powieki, przy cieniach transferowych lub dla uzyskania delikatnego koloru.



Pędzel Cream Shader 233

Zoeva: włosie syntetyczne
Jessup: włosie syntetyczne
Model przeznaczony do cieni kremowych. Jest świetnie wyprofilowany na okrągły kształt. Między pędzlami widać lekką różnicą w zaokrągleniu oraz gęstości włosia. Jessup sprawdzi się jednak bardziej przy cieniowaniu i nakładaniu cieni, a Zoeva ma tych włosków mniej i są bardziej sztywne. Dlatego łatwo nakłada się nim korektor na powiekę ruchomą przy makijażu cut crease, klej do brokatów lub po prostu korektor pod oczy i na całą twarz.



Pędzel Luxe Petit Crease 231

Zoeva: mix włosie naturalne i syntetyczne
Jessup: mix włosie naturalne i syntetyczne
Pędzelek do nakładania i bardziej precyzyjnego rozcierania cienie. Na początku nie było widać żadnej różnicy w wyglądzie, jak i w pracy obu pędzli. Po dłużym użytkowaniu i pomimo mycia tuż po wykonaniu makijażu, pędzel Jessup lekko zafarbował i włosie stało się nieco ciemniejsze. Nie mniej jednak pędzel nadal jest miękki i maluje się nim świetnie.




Pędzel Wing Liner 317

Zoeva: włosie syntetyczne
Jessup: włosie syntetyczne
Wersja Zoevy jest dla mnie niezastąpiona w codziennym makijażu brwii. Ma idealnie ściętą i cieńką końcówkę, nie za miękki i nie zatwardy pozwala na szybki makijaż. Można nim także wyrysować kreskę eyelinerem na powiece i linii wodnej. Niestety jego odpowiednik jest tragiczny i przyznam, że użyłam go tylko 2 razy. Jest dużo bardziej szeroki niż orginał, a co za tym idzie mniej dokładny. Może się sprawdzić przy malowaniu brwii cieniem lub wyznaczania kreski w załamaniu przy cut crease, jednak ja nie lubię go używać.

Jessup 312

Moim zdaniem bardziej odpowiednik pędzla 317. Co prawda jest mniejszy, ale bardzo precyzyjny, cieniutki, dokładnie wyrysujemy nim cienkie włoski w brwiach. Ja używam go do „czyszczenia” skóry już po makijażu ust lub brwii, aby nadać ostrzejsze linie lub w miejscach gdzie wyjadę zbyt mocno eyelinerem.





Pędzel Detail 237

Zoeva: włosie naturalne
Jessup: włosie syntetyczne
Świetnie sprawdza się w makijażu dolnej powieki i wszędzie tam, gdzie chcemy zdefiniować kolor cieni. Używam go też wtedy, gdy chce połączyć ze sobą dwa zupełnie różne kolory. I w tym przypadku Zoeva radzi sobie lepiej. Model Jessup ma bardziej miękkie włosie i nie wyznaczymy nim aż tak dobrze detali jak pędzelkiem Zoeva.



Jak widać większych różnic pomiędzy pędzlami nie ma. W obu przypadkach pracuje się świetnie, włosie nie wypada i nie traci na miękkości. Jest jednak jedna rzecz, jaką mogę zarzucić tańszym pędzlom. Po kilku miesiącach używania i częstego mycia zauważyłam, że na pędzlach Jessup napisy zaczęły się stopniowo ścierać. Z jednej strony wygląda to mało estetycznie, jednak z drugiej strony nie wpływa to w żaden sposób na pracę z nimi.



Podsumowując jeśli szukacie dobrych jakościowo pędzli do codziennego użytku lub dopiero zaczynacie swoją przygodę z makijażem to mogę polecić pędzle Jessup. Jeśli jednak jesteście wizażystami, pracujecie z klientkami, to Ja postawiłabym na pędzle Zoeva.

listopada 02, 2018

Jesienne nowości nie tylko kosmetyczne | Pielęgnacja i masażer do twarzy za 1,99zł !

Jesienne nowości nie tylko kosmetyczne | Pielęgnacja i masażer do twarzy za 1,99zł !


Ostatnio pokazałam Wam moje zdobycze makijażowe, które kupiłam na promocji w Rossmannie. Pozostając w temacie nowości postanowiłam stworzyć również wpis o kosmetykach pielęgnacyjnych. W ciągu ostatnich 2 miesięcy pojawiło się u mnie kilka ciekawych produktów jak i jedno niepozorne urządzenie za niemożliwie niską cenę. Zresztą zobaczcie sami, co nowego znalazło się w mojej pielęgnacji.


Bielenda, Nawilżająca mgiełka kokos i aloes

Zakupu tej mgiełki nie planowałam, ale jeszcze w sierpniu będąc na krótkim wyjeździe zapomniałam toniku. Jedyną drogerią na dworcu była Natura, gdzie asortyment był bardzo ubogi. Kojarzyłam kokosową serie z blogów różnych dziewczyn i bez większego namysłu sięgnęłam po tą mgiełkę. Po ponad dwóch miesiącach stosowania stwierdzam, że nie należy do moich ulubionych kosmetyków. Mam wrażenie, że oblepia mi skórę i zatyka pory. Stosuję ją sporadycznie, bardziej wtedy, gdy moja skóra jest podrażniona, sucha i wymaga nawilżenia. Być może w okresie zimowych sprawdzi się lepiej niż w ciepłe dni.


NaturalME, Hydrolat Aloes

Kosmetyki NaturalMe miałam ochotę wypróbować już dawno temu. Ku mojemu zaskoczeniu produkty tej marki można znaleźć w Superpharm i to jeszcze często na promocji. Hydrolat Aloesowy wybrłam z myślą o pielęgnacji jesiennej, ukojeniu, nawilżeniu skóry twarzy, ciała i włosów po letnim słońcu. Bardzo łagodny dla skóry i przyjemny hydrolat, na pewno wypróbuję inne kosmetyki NaturalME.



MIYA, Krem I Love Me

Odżywczy krem z moim ulubionym olejkiem różanym. Ma gęstą i treściwą konsystencję, za którą moja skóra nie przepada. Trochę trudno mi go rozprowadzadzić, spodziewałam się po nim większego nawilżenia, ale w gruncie rzeczy lubię go stosować.

Yonelle, Infusion Serum przeciwzmarszczkowe

Kolejny produkt kupiony z myślą o regeneracji skóry po lecie. Bardzo lubię kosmetyki Yonelle i zabiegi kosmetyczne na produktach marki. Jako jedne z niewielu kosmetyków dają naprawdę widoczne rezultaty w niedługim czasie. Serum stosuję co drugi wieczór pod krem, ale dedykowane jest także do zabiegu mezoterapii mikroigłowej. Na pewno wypróbuję go w połączeniu z rollerem, aby dać kopa mojej skórze ;)



Inveo, Naturalne serum odbudowujące

Jedyną odżywką, którą zawsze stosowałam było serum Long 4 Lashes. Dawało naprawdę fajne rezultaty, ale chciałam dać odpocząć moim oczom oraz rzęsom. Co prawda serum mam już trochę dłużej niż pozostałe produkty, ale jest to produkt nowy dla mnie i dlatego się tutaj znalazł. Serum Inveo podtrzymało efekty poprzedniej odżywki, ale obecnie da się zauważyć, że rzęsy nie są już tak długie jak po Long 4 Lashes.

D'Alchemy, Koncentrat pod oczy

Szukałam kremu pod oczy na codzień o bogatym składzie i nawilżającym działaniu. Bałam się bardzo, gdy zobaczyłam jego zbitą, bardzo gęstą konsystencje. Obawiałam się, że nie będzie się wchłaniał, że pozostawi tłustą warstwę. Wbrew pozorom nic takiego się nie dzieje, a wręcz przeciwnie. Krem nadaje się pod makijaż, świetnie nawilża i nie obciąża skóry. Ma też piękny, trochę jakby ziołowy zapach :)


Masażer do twarzy

Sama do dzisiaj nie mogę uwierzyć, że kupiłam go w Rossmannie w „cenie na do widzenia” za jedyne 1,99zł :) Ma funkcje ciepła, zimna i wibracji sonicznych, które wzmacniają efekty masażu. Ciepły masaż zwiększa krążenie, przygotowuje skórę przed nałożeniem maseczek, kremów, aby składniki aktywne lepiej się wchłoneły. Zimny masaż przede wszystkim zamyka pory, napina skórę, ma ponoć wygładzać i wypychać płytkie zmarszczki. Zdecydowanie udany zakup, tym bardziej, że masażer sprawuje się świetnie (zauważyłam mniejszą ilość rozszerzonych porów).



The Ordinary

Fragment tekstu o The Ordinary dodaję chwilę przed publikacją posta, bowiem dzisiaj odebrałam paczkę z kosmetykami. Jestem bardzo ciekawa czy rzeczywiście są tak świetne, jak wszyscy mówią :) Wybrałam dla siebie peeling kwasowy AHA 30% + BHA 2%, serum nawilżające z kwasem hialuronowym oraz serum pod oczy z kofeiną i zieloną herbatą.



Wprowadziłyście ostatnio coś nowego do swojej pielęgnacji?

października 29, 2018

Najlepszy lakier hybrydowy dla wygodnych i początkujących czyli Semilac Extend 5w1

Najlepszy lakier hybrydowy dla wygodnych i początkujących czyli Semilac Extend 5w1

Semilac to jeden niekwestionowanych liderów na polskim rynku jeśli chodzi o manicure hybrydowy. Zaletą marki jest dostępność, bogaty wybór kolorów i akcesoriów do paznokci oraz przystępne ceny idące w parze wysoką jakością. Swoją przygodę z hybrydami zaczynałam właśnie z bazą i topem Semilac, których używam do dzisiaj i zawsze polecam je osobom początkującym. W ostatnim czasie marka mocno się rozwija i zaskoczyła Nas nowościami makijażowymi. Mimo to w kategorii paznokciowej firma nie zamierza zostać w tyle i stworzyła innowacyjny lakier Extend 5w1.





Semilac Extend 5w1

Co takiego wyjątkowego ma w sobie ten lakier? Czy naprawdę wyróżnia się wśród innych? Otóż tak, bowiem lakier Semilac Extend łączy w sobie 5 cech:
1. Baza - jako standardowa baza pod kolorowe lakiery hybrydowe.
2. Przedłużenie – za pomocą tej hybrydy przedłużymy paznokcie o kilka mm.
3. Kolor – występuje w 2 nudziakowych kolorach, które same w sobie prezentują się doskonale i tworzą już pełny manicure.
4. Top – zachowuje cechy topu - po przemyciu cleanerem lakier pięknie błyszczy i przedłuża trwałość stylizacji.
5. Nadbudowa – w szybki sposób nadaje paznokciom idealny kształt tzw. krzywa C oraz wypełnia ubytki na nierównej płytce.




Lakier od razu polubiłam, ale zaznaczę, że miałam już wcześniej do czynienia z tzw. bazą budują firmy Provocater. Takie produkty są z reguły dużo bardziej gęste niż zwykłe bazy czy kolorowe hybrydy, a do ich konsystencji trzeba się po prostu przyzwyczaić. Jeśli chodzi o nadbudowę, to nie jestem w tej kwestii ekspertem i cały czas się uczę. Muszę jednak zaznaczyć, że jak na kogoś kto sam w domowych warunkach uczy się jak nadać ładny kształt paznokciom, to idzie mi to całkiem sprawnie z tą bazą. Byłam zdziwiona, że tak łatwo da się zrobić „górkę” na moich płaskich paznokciach ;)
Trwałość tego lakieru nie odbiega od innych produktów Semilaca, a jest nawet lepsza. U mnie jako baza trzyma się bez problemu nawet 3 tyg., nie odpryskuje i nie odchodzi płatami. Dodatkowo dobrze wspiera naturalne paznokcie i niejednokrotnie ratował przed ich złamaniem. Jako przedłużenie stosowałam go tylko raz, gdy głęboko złamał mi się paznokieć. Ok. 4 mm przedłużenie trzymało się świetnie, aż do odrośnięcia mojego naturalnego wolnego brzegu.



Kolejną zaletą lakieru jest jego kolor. Moje naturalne paznokcie wyglądają jak typowy french – płytka jest różowa, natomiast wolny brzeg biały. Takie paznokcie mają swoje plusy, ale i minusy, bowiem nie każdy lakier potrafi pokryć równomiernie kolorem całą płytkę w 2 warstwach. Często musiałam dokładać kolor nawet 4 razy! Lakier Extend wyrównuje różnicę w kolorze płytki, dzięki temu mogę pokryć paznokcie mniejszą ilością koloru, a to z kolei pomaga mi zaoszczędzić czas. Poza tym, baza pozwala na wykonanie już pełnego manicure w szybkim czasie (pod warunkiem, że lubicie kolory nude). Semilac jak na razie wypuścił 2 wersje kolorystyczne: 801 – ciepły, beżowy nude oraz 802 – mleczny, przybrudzony róż i  właśnie to ten drugi kolor wybrałam dla siebie <3




Jeśli zaczynacie przygodę z przedłużaniem paznokci, chcecie się nauczyć jak nadać płytce ładny kształt to jestem pewna, że polubicie ten produkt. Jego przewagą nad innymi "Hard Base" jest niewątpliwie kolor oraz łatwa aplikacja nawet dla osób początkujących.

Co myślicie o takich nowościach? Ja jestem zachwycona i mam nadzieję, że marka wypuści w niedalekim czasie takie lakiery w innych odcieniach.

października 22, 2018

Haul kosmetyczny | Co kupiłam na promocji -55% w Rossmannie?

Haul kosmetyczny | Co kupiłam na promocji -55% w Rossmannie?

Promocja -55% w Rossmannie już za Nami. Wiem, że za każdym razem trwania promocji w sklepie panuje szał w strefie makijażu, ale ja podchodzę do całej akcji z dystansem i kupuję tylko rzeczy, których mi aktualnie brakuje lub kosmetyki, których jestem bardzo ciekawa ;) W dzisiajszym poście pokażę Wam moje małe zakupy i opowiem o pierwszych wrażeniach, jakie wywarły na mnie kosmetyki. Tym razem wszystkie produkty są dla mnie nowe i byłam ich bardzo ciekawa.

Co kupiłam na promocji -55% w Rossmannie?




Twarz

Kosmetyki do makijażu twarzy to kategoria, w której kupiłam zdecydowanie najwięcej. Baza Wibo Unicorn Tears to już chyba makijażowy hit i MUSIAŁAM go w końcu dorwać. Jako serum nie widzę na razie żadnego działanie, ale jako baza spisuje się super.

Niedawno skończył mi się ulubiony podkład Healthy Mix i zastanawiałam się nad kolejną buteleczką, jednak z racji tego, że jesienią i zimą sięgam po bardziej kryjące, długotrwałe podkłady polowałam na fluid Eveline (ten z pipetką). Niestety wszystkie jasne odcienie zostały wyprzedane, a mój wybór padł na Kryjący Fluid Fleksyjny marki Janda. Kto ogląda maxineczkę pewnie się domyśla dlaczego akurat ten podkład wybrałam ;) Nie chcę o nim za dużo pisać, bo myślę o osobnej recenzji na jego temat. Powiem tylko, że dla mnie to nie jest podkład kryjący, ponadto ma nawet mniejsze krycie niż Healthy Mix. Poza tym wybór odcieni jest bardzo ubogi szczególnie dla osób o jasnej cerze.



Mój osobisty bohater czyli Lovely Liquid Camouflage w odcieniu 4 Vanilla. Nie dziwią mnie już te wszystkie zachwyty, bo korektor jest idealny. Jest trwały, kryjący, nie wysusza skóry i sprawdza się jako baza pod cienie. Po naprawdę długich godzinach lekko wchodzi w zmarszczki, ale jestem mu to w stanie wybaczyć ;)



Kolejna rzecz to płynny rozświetlacz AA Wings of color nr 03 Pearly Nude. Daje piękny efekt tafli, nakładam go na szczyty kości jażmowych pod podkład, na podkład, czasami nawet na przypudrowaną twarz i zawsze wygląda zachwycająco.

Na ostatniej promocji kupiłam 3 wkłady Wibo z kolekcji I Choose What I Want i byłam przekonana, że wkłady posiadają magnes i włożę je do paletki magnetycznej. Niestety okazało się, że paletka z tej serii jest niezbędna, więc kupiłam najmniejszą plastikową kasetkę z miejscem na 4 wkłady.


Oczy

Tusze Eveline uwielbiam, ale do końca jeszcze nie wiedziałam, na który się zdecydować. Po obejrzeniu kilku filmików na temat ”Co kupić na promocji -55%...” zdecydowałam się na nowość marki czyli Tusz Volume Temptation. Tusz posiada szczoteczkę z syntetycznym włosiem, jest lekko wyprofilowana na kształt klepsydry. Nie lubię tych „zwykłych” szczoteczek i nie wiem co sobie myślałam sięgając po ten tusz. Szczoteczka zupełnie nie pokrywa rzęs tuszem, muszę namachać się kilka razy, aby było widać jakikolwiek efekt.

Eveline Precise Brush Liner to kolejny produkt, z którego jestem bardzo zadowolona. Jest to tani zamiennik eyelinera Kat Von D oraz Clinique o pędzelkowej końcówce. Bardzo precyzyjny, bardzo napigmentowany i niezwykle trwały.


Usta

Moja kolekcja pomadek jest bardzo duża, także zdecydowałam się tylko na jedną matową płynną pomadkę. Jest to znowu marka Eveline, Magic Matt Lip Cream. Odcień to 01 Nude Rose jest bardzo dziennym, ciemniejszym i ciepłym różem. Idealnie nosi się na co dzień, nie wysusza ust i długo się trzyma.




Wzieliście udział w promocji – 55%? Jeśli tak, to napiszcie co kupiliście lub czy znacie któryś z moich kosmetyków.

września 24, 2018

Anwen | Maska Winogrona i Keratyna do włosów średnioporowatych

Anwen | Maska Winogrona i Keratyna do włosów średnioporowatych

Czytelnicy bloga Anwen z pewnością ucieszyła wiadomość o kosmetykach, które stworzyła autorka bloga. Sama byłam zachwycona, bo od kilku lat czytam i ufam Anwen w kwestii pielęgnacji włosów. Za jej radami wypróbowałam wiele kosmetyków i sposobów pielęgnacji, więc z ciekawością kupiłam jeden z jej autorskich produktów do włosów. W tym poście opowiem o moich odczuciach i doświadczeniach z maską do włosów średnioporowatych.



Produkty do włosów Anwen charakteryzują się wiedzą opartą o porowatość włosów. W sklepie anwen mamy do wyboru jeden szampon, różne rodzaje odżywek, oleje i maski do włosów. Zacznijmy jednak od początku czyli od tego jaki kosmetyk powinnyśmy dla siebie wybrać. Na stronie sklepu znajduje się poradnik odnośnie porowatości włosów. Jeśli jednak nic Nam to nie powie i czujemy się zagubieni w klasyfikacji naszych włosów z pomocą przychodzi test na porowatość. Wiedziałam, że moje włosy należą do średnioporowatych, ale żeby się upewnić zrobiłam test, a mój wybór padł na maskę winogrona i keratyna.



Anwen Maska Winogrona i Keratyna do włosów średnioporowatych


Maska znajduje się w bardzo ładnym słoiczku. Szata graficzna jest pastelowa, delikatna i cieszy oko. Słoiczek jest porządnie wykonany i wygodnie się go odkręca. Ucieszyłam się, że maska jest dodatkowo zamknięta w środku folią, która zabezpiecza maskę np. przed dostaniem się na zakrętkę wewnątrz opakowania, czego bardzo nie lubię ;)
Pierwsze wrażenie nie było zbyt pozytywne, bowiem zapach maski jest jak dla mnie trochę sztuczny i od razu skojarzył mi się z niektórymi perfumowanymi maskami kalosa. Kosmetyk nie zawiera silikonów, co dla mnie jest ogromnym plusem. W składzie znajdziemy nawilżający aloes, odżywczy olej winogronowy, keratynę oraz jedwab. Wszystkie te składniki mają zdyscyplinować, odżywić włosy i nadać im blask. W rzeczywistości jednak sprawa wygląda zupełnie inaczej, bowiem po zużyciu już prawie całego opakowania, takich efektów nie zauważyłam. Mam bardzo mieszane uczucia, bowiem z jednej strony maska wygładza włosy, pozostawia je miękkie i nie obciąża ich, ale to nie jest efekt jakiego się spodziewałam. Używałam jej na różne sposoby – pod czepek, 30 minut, 5 minut, mieszałam z olejami i mam wrażenie, że pomimo świetnego składu maska słabo pielęgnuje włosy, ponadto nie ułatwia rozczesywania, czego ja zawsze oczekuję po kosmetykach do pielęgnacji włosów. Niestety efekt jej działania mogłabym śmiało porównać do już wspomnianych Kallosów, które są znacznie bardziej przyjazne dla naszego portfela.



Kupując maskę za tą cenę i od autorki najpopularniejszego włosowego bloga czuję się nieco rozczarowana. Gdybym nie wiedziała jakiej marki maski używam, powiedziałabym, że to drogeryjna półka. Brakuje mi w jej działaniu tego efektu "wow", który widnieje w opisie maski na stronie sklepu. Co prawda brak spektakularnych efektów można usprawiedliwić złym wyborem maski, jednak teoretycznie jest to nie możliwe, bo moje włosy nie kwalifikują się do innych typów porowatości ;)





Używałyście kosmetyków ANWEN? Dajcie znać czy u Was się sprawdziły :)